Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 lipca 2013

~



Jogurt grecki z płatkami owsianymi, suszonymi borówkami i mrożoną gruszką; tost francuski z jajecznicą / serkiem wiejskim i pomidorem. 
Greek yogurt with oat flakes, dried blueberries and frozen pear; french toast with scrambled eggs / cottage cheese and tomato. 

Żegnam się z Wami na weekend, znikam do niedzieli. Jeśli będę się bawić przyzwoicie, to może pochwalę się paroma zdjęciami z wesela ;).
Jeśli będę miała dostęp do internetu, a tato weźmie aparat, to może odezwę się już jutro, ale szanse na to są małe, więc... 
do poniedziałku!

A, i jeszcze coś :). Zostałam wczoraj nominowana przez Olę G. (dziękuję!) do Liebster Blog, tak więc przed wyjazdem uraczę Was jeszcze kilkoma faktami o mnie ;) 

1. Czy czujesz się dobrze ze swoim odżywianiem?
- Zdecydowanie tak.

2. Jadasz kupne słodycze? Jeżeli tak, to jakie?
- Nie jadam ;)

3. Gdybyś miała otworzyć własną restaurację, jakiego typu dania przeważyłyby w Twoim menu?
- Na pewno niekonwencjonalne i zdrowe, ale zupełnie nie potrafię powiedzieć, czy obiadowe w klimatach orientalnych, czy raczej placki, naleśniki i puddingi chlebowe ;)

4. A jak nazwałabyś taki lokal?
- Oj, nie mam pojęcia... Myślę, że zależy to też od menu ^^

5. Czy śniadania wymyślasz spontanicznie, czy może planujesz wcześniej?
- W większości planuję, bo staram się, by nie były "zwykłe", poza tym muszę wcześniej zrobić zakupy, więc już jakieś koncepcje powstają w mojej głowie ;) ale zdarza się, że wstaję, wrzucam chleb do tostera i po prostu smażę jajecznicę. Stąd czasami bierze się brak nowego wpisu tutaj :).

6. Lubisz czekoladę? Jaka jest Twoja ulubiona?
- Oj, w doskonałym momencie zadane pytanie! Nawiązując do wczorajszego posta - gorzka Lindt o zaw. 99% kakao.

7. Gdybyś mogła cofnąć czas i zmienić coś w swoim życiu, zrobiłabyś to?
- Zazdroszczę temu, kto na to pytanie może odpowiedzieć przecząco... Zdecydowanie parę rzeczy by się znalazło, ale gdybym miała "zresetować" swoje życie, to nie jestem pewna, czy chciałabym utracić to, co mam.

8. Czujesz się zbyt dojrzała/zbyt dziecinna jak na swój wiek?
- Niestety tak, to pierwsze.

9. Cenisz krytykę?
- Konstruktywną? Jak najbardziej tak.

10. Lubisz kontrolować?
- Zależy co ;) ale chyba tak. To znaczy to, co dotyczy bezpośrednio mnie, nie lubię kontrolować innych, bo nie lubię, jak ktoś kontroluje mnie.

11. Jabłka czy banany?
- Zdecydowanie jabłka.

czwartek, 11 lipca 2013

~


Tosty francuskie z jajkiem gotowanym, pomidorkami koktajlowymi i bazylią.
French toasts with boiled egg, cherry tomatoes and basil.

Przypomniałam sobie o tostach francuskich i teraz pewnie będę jeść je codziennie... No cóż, wytrzymacie ;)

Wczoraj przez większość dnia miałam pod ręką aparat, więc czas na kolejny jadłospis do kolekcji ^^

1. Kilka orzechów włoskich (brak zdjęcia), żytnie tosty francuskie z serkiem wiejskim, mrożoną gruszką i suszoną figą, kawa z mlekiem.

2. Kawałek udka z kurczaka (brak zdjęcia), pierogi z twarogiem i kaszą gryczaną, grillowana pierś z indyka, szpinak i pomidory.

trening: 
- 10 min biegu (rozgrzewka)
- 55 min treningu siłowego FBW + rozciąganie

3. Ziemniaki gotowane, grillowana pierś z indyka, szpinak z ricottą (1/3 opakowania).

4. Shake proteinowy na mleku z jabłkiem, cynamonem i kakao.

5. Smażony filet z dorsza, pomidory z garścią orzechów włoskich.

Dodatkowo warzywa w ciągu dnia: pomidory, marchewki, ogórki małosolne.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

iiii, jak być może widać na zdjęciu, shake pity w burżujskim kubku à la Starbucks ;) a konkretniej w restauracji Shakewave, do której spontanicznie wybrałyśmy się jako grupa czterech bloggerek :). Ja byłam świeżakiem, Roksana gości teraz u siebie Anitę, Dorota też poznała już kilka wro-bloggerek, w tym Roksanę, ja za to spotkałam się z nimi wszystkimi oraz każdą z osobna po raz pierwszy.

Dziękuję dziewczyny za przesympatycznie spędzone popołudnie, pretekst do odwiedzenia po raz pierwszy dwóch fajnych miejsc (szejkownia to raz, tego drugiego nie wspomnę... wystarczy, że Wy się śmiałyście ;)) i, mam nadzieję, do szybkiego zobaczenia! :)







środa, 10 lipca 2013

~



Tosty francuskie z serkiem wiejskim, mrożoną gruszką, suszoną figą i cynamonem.
French toasts with cottage cheese, frozen pear, dried fig and cinnamon.

Skleroza nie boli... ale przeszkadza w życiu ;)
Kilka dni temu Marysia zaprosiła mnie do Liebster Blog, tak więc (po niemal tygodniu) dziękuję! i odpowiadam :)

1. Wolisz, jak jest zimno czy gorąco?
- Zdecydowanie gorąco! Niby jestem z grudnia, ale lubię słońce, plażing, smażing i przeciwsłoneczne okulary ;)

2. Jakie masz plany na wakacje?
- Niemal w połowie lipca mówię: nie wiem :D. Na pewno szukam pracy, ale słabo mi to wychodzi, może wypadnie mi jakiś wyjazd, jakiś przyjazd, ale na razie nic konkretnego nie wiem.

3. Z kim z blogsfery masz najlepszy kontakt?
- Zdecydowanie z JustynąAlą i Sylwią :*

4. Uprawiasz jakiś sport? Jeśli tak, to jaki?
- Głównie siłownia, poza tym dla urozmaicenia bieganie i cross-fit.

5. Na jaki kolor malujesz najczęściej paznokcie?
- Czerwony!

6. Śniadanie na słodko czy wytrawnie?
- Zwykle wolę na słodko, ostatnio mam fazę na śniadania wytrawne, ale najbardziej lubię chyba słodko-wytrawne ;)

7. Co chcesz robić w przyszłości?
- Bardzo chciałabym być trenerką, to jednocześnie mój cel i marzenie.

8. W jaki sposób zajmujesz się blogiem?
- Po prostu prowadzę, dodaję zdjęcia śniadań, opisuję swoje codzienne życie, treningi, doradzam w kwestiach sportowych i żywieniowych, a ostatnio wprowadziłam także zakładkę treningowe menu, czyli swoje jadłospisy (czasem opatrzone zdjęciami) w dni treningowe - szukajcie w tagach po prawej :)

9. Maliny czy truskawki?
- Truskawki, ostatecznie i definitywnie. Chociaż w sumie maliny... ;)

10. Ulubiony smak lodów?
- A można siedem? Czekoladowe, bakaliowe, orzechowe, pistacjowe, kawowe, kokosowe, waniliowe (z prawdziwą wanilią)...
Owocowe też lubię, ale po tacie mam to, że wolę te nieowocowe. Tato zawsze w lodziarni mówi: Poproszę 5 gałek. Smak obojętny, byle nie owocowe, niech pani wybierze. ;)

11. Miłych wakacji!
- Dziękuję i wzajemnie :) 

środa, 26 czerwca 2013

Wrocław Half Marathon



Jabłkowe cynamonowe pancakes* z serkiem kremowym i masłem kokosowym.
Apple cinnamon pancakes* with cream cheese and coconut butter.

*Jeden klasyczny, jeden czekoladowy.

Śniadanie zjedzone w towarzystwie kolekcji słoników od znajomego, przywiezionych prosto z Turcji :)
Dodając do nich zeszłorocznego słonia z Egiptu (od tego samego kolegi), mam już małe stadko ^^

Obiecałam na dziś relację z I Wrocławskiego PseudoPółmaratonu vel I Nocnego Wrocławskiego Nielegalnego Półmaratonu.

Na bieg, jak już wiecie, przyjechała do mnie Sylwia, Ala oraz Siaśka - i z nimi przez cały dzień przeżywałam stres pt.: "Ogarniasz, że dzisiaj biegniemy półmaraton?". Odpowiedź zawsze była jedna: "Nie".
Jakoś przetrwałyśmy do wieczora i ok. 18 przyszedł czas na szykowanie...

Przede wszystkim zrobiłyśmy jedzenie przeznaczone do zjedzenia po biegu. Padło na mój klasyczny makaron, który często podmieniam na kaszę czy ryż, a przepis jest już tutaj.



Potem ostatnia przekąska przed biegiem, ubieranie się ("No doradź mi, lepiej w tej fioletowej czy technicznej?!"), przypięcie numerków i ruszamy na start.
Na stadion wybrałyśmy się z kolegą Ali - Tomkiem. Początkowo miał nam tylko kibicować, a jak wyszło... To za chwilę ;)
Start biegu zaplanowany był na godzinę 20, o 20.20 wyszła jednak informacja, że został przesunięty na 21 (jakoby z powodu jakiegoś wypadku). O 21 przesunięto na 21.30, a o 21.30 półmaraton został... odwołany. W tym momencie znany był już prawdziwy powód: policja miała zastrzeżenia do oznakowania i zabezpieczenia trasy. Nie brzmi to zbyt poważnie, ale np.: na jednym z najbardziej ruchliwych skrzyżowań w mieście postawiono 5 pachołków, które zostały natychmiast rozjechane przez samochody.
Po tej radosnej informacji organizator został wygwizdany, zawodowcy (którzy przecież przyjechali po kasę i puchary) się wycofali, a cała reszta, czyli kilkutysięczny tłum - ruszył w długą.


Tak, Tomek ruszył z nami ;). Jak się przyjrzycie, to zobaczycie, że na nogach ma sandały.
Początkowo ruszyliśmy trasą półmaratonu, jednak pierwszy odłączyli się na 2. kilometrze, następne grupki po nawrotce na około 7., potem kolejne na kolejnych i tak część przebiegła półmaraton, część mniej, efekt był jednak jeden - rozbiegliśmy się po całym Wrocławiu, tworząc niemały chaos.




Jednak sam fakt odwołania nie był najgorszy. Ogromnym chamstwem ze strony organizatorów było... zarządzenie, że trzeba usunąć wszystkie punkty odżywcze.
Halo, czy on nie zauważył, że prawie 4 tys. ludzi jednak biegnie? Może będziemy chcieli się napić?
Wolontariusze przy punktach nie chcieli oddać wody, izotoników i bananów, jedna kobieta długo obstawiała przy swoim, jednak przez upartość organizatorów zdecydowała, że... rozrzuci wszystko po ulicy. I rozrzuciła. I uratowała wiele osób.


To, co się tam działo, było naprawdę niesamowite. Ludzie biegli dla samej idei biegania, stojący na chodnikach przybijali piątki (nawet policjanci pilnujący bezpieczeństwa - dodam, że spisali się w tym znakomicie), obcy ludzie częstowali np.: krówkami, oddawali swoje wody, izotoniki i butelki z mineralną krążyły między biegaczami, każdy sobie pomagał. Coś pięknego.

Na trasie musieliśmy kilka razy zwolnić ze względu na niedawną kontuzję i Sylwii, i moją, i Ali - niemniej jednak nie biegliśmy przecież dla czasu. Na metę dotarliśmy po 2 h 33 min (niestety na zdjęciu nie ma Sylwii, bo przez nogę musiała biec prosto na metę - ja zaciągnęłam resztą na jeszcze małą pętelkę, aby dobić do minimum 21.097 m, bo, jak się okazało, w pewnym momencie skróciliśmy przez przypadek trasę i mogłoby zabraknąć paru metrów).


Wcale nie wyglądam, jakbym miała się popłakać ;)

Na miejscu czekali na nas moi rodzice, rodzice Ali oraz tato Tomka (tak, Tomek dobiegł w sandałach, chociaż nigdy w życiu nie biegał... dobry początek, nie?), którzy robili mnóstwo zdjęć oraz ratowali wodą i bananami.
Dostaliśmy pamiątkowe medale, choć potem okazało się, że po ogłoszeniu odwołania zawodów, ludzie brali je garściami (jeden facet wziął 5 na przykład).
Z ciekawości podeszłam do organizatora z pytaniem, co stało się ze statuetkami. Odpowiedział: "A, statuetek to już dawno nie ma! Stały na scenie i po odwołaniu półmaratonu ludzie od razu je pozabierali".
Aha. Okej.
Mam pytanie tylko... na co np.: jakiemuś 20-letniemu mężczyźnie statuetka za wygranie kategorii K-50? Albo takiej mnie za bycie najstarszym biegaczem w tym Półmaratonie?




Podsumowując: Wolałabym, aby mój pierwszy półmaraton był bardziej... legalny ;) ale takiej atmosfery nie da się powtórzyć. Niech żałują ci, którzy zrezygnowali z biegu :)

A na koniec - stretching :D


sobota, 22 czerwca 2013

~








Tort naleśnikowy z twarożkiem bananowym, gruszką, cynamonem i orzechami laskowymi.
Crepes cake with banana cottage cheese, pear, cinnamon and hazelnuts.

Pomysł na śniadanie powstał 1 w nocy, realizowany rano od 9.30 do 11, ale było warto.
Wymyślone przez Siaśkę, naleśniki smażone przeze mnie, smarowane przez Sylwię, a wszystkie (poza pierwszym :)) zdjęcia zrobione przez Alę.

Gdzie kucharek 6, tam nie ma co jeść... Ale kwartet kucharek owocuje bardzo ciekawie :)


wtorek, 18 czerwca 2013

~


Kluski lane na mleku z awokado, rabarbarem i cynamonem.
'Muggy noodles' with milk, avocado, rhubarb and cinnamon.

Dawno nie było lanych... :)

OK, nie doczekałam się zdjęć z niedzielnego Biegu Koguta, tzn. mam tylko te od taty, więc je wrzucę ;). W sumie nie są takie złe...

Przyjechałam do Oławy już jako zorientowana, wszystko było takie same poza... długością trasy. Trasa ma niby 10 km, niby ma atest, ale jakoś w tym roku przesunęli nawrót i w sumie miała od 10.18 km do 10.25, niektórym zegarek pokazał nawet 10.6 (!). Cóż, szkoda, ale i tak było miło, atmosfera świetna pomimo beznadziejnie upalnej pogody. Na trasie ludzie biegli wytrwale, ścigając się z czasem, a na końcówce odpadali. Ja bieg potraktowałam jako zwykły lajtowy trening (śpiewałam przez połowę trasy z muzyką lecącą z słuchawek; mam nadzieję, że przynajmniej cicho ;)), przebiegłam całość bez postojów na marsz, wyprzedzając na ostatnich 2 km z 15 osób, które zaczęły maszerować z wycieńczenia...
(Jedna kobieta nie dała rady i upadła 250 metrów przed metą, nie mogła dość do siebie przez 30 minut, więc wezwano ambulans...)
Wpływ na to mógł mieć też fakt, że na trzecim postoju z wodą (7.5 km) jej zabrakło, chociaż nie wiem jak było w rzeczywistości - nikt wody nie dostawał, ja do ręki, którą wyciągnęłam także, a gdy minęłam chłopaków, to zostałam przez jednego oblana wodą z plastikowego kubeczka po nogach i tyłku. W sumie i tak chciałam to zrobić, ale może innym przydałaby się do wypicia...

Ostateczny czas to 1:00:02 netto, czyli średnia prędkość to 5:52 min/km. Nieźle jak na bieg traktowany jako lajtowy trening kardio w takim upale ^^

Na starcie spotkałam Ewelinę, którą, jak ona sama mi uświadomiła, spotykam jedynie w sportowych okolicznościach - dwukrotnie na siłowni i tutaj w Oławie na zawodach ;). Trzeba to wyrównać i spotkać się w jakimś normalnym miejscu ^^


Takie tam na mecie. Na trawce, ze spalonymi ramionami ;)
Z najstarszym biegaczem. Facet nawet nie pamiętał, że biegł też w Nadolicach...

Trafiło się nawet pierwsze miejsze w kategorii wiekowej :)


A tu cały komplet. Srebrna jest z majowego Biegu Wokół Rancza :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...