Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarnie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 sierpnia 2013

~


Naleśniki pełnoziarniste ze szpinakiem, indykiem i olejem lnianym.
Wholemeal crepes with spinach, turkey and flax oil.

Przedtreningowo - lecę z rana na siłownię, wczoraj był trening siłowy, dziś więc wystarczą aeroby... i w drogę. Opuszczam Was na weekend i wybywam do Berlina, śniadań w tym czasie raczej nie będzie, ale... no, zobaczymy :).

W poniedziałek ktoś prosił o jadłospis w komentarzach. Przepraszam, za brak wpisów od tamtego czasu, ale dawno nie byłam tak zabiegana...
Dodaję więc zaległe treningowe fotomenu :)

1. Dwa pierogi pełnoziarniste z kurczakiem, kawa z mlekiem.

2. Placki cukiniowe z jajkami w koszulkach, papryką i kurkami, migdały (brak zdjęcia).

3. Kostka gorzkiej czekolady 85%.

4. Pierogi pełnoziarniste z kurczakiem, szpinak, trochę mleczka kokosowego, kawa z mlekiem.

trening siłowy: klatka + triceps

5. Indyk z białym ryżem, pomidorami i mleczkiem kokosowym.

Warzywa: pomidory, szpinak, marchewki, ogórki małosolne.

poniedziałek, 29 lipca 2013

~



Placki cukiniowe z kurkami, jajkami w koszulkach i papryką.
Zucchini pancakes with chanterelle mushrooms, poached eggs and pepper.

Wybaczcie powtórkę, ale nie mogłam się powstrzymać... szczególnie po kupnie kurek oraz fakcie ich idealnego zestawienia z jajkami ;)

Po południu lub wieczorem zapraszam na Emma Gotuje na pierogi - na razie nie powiem jakie, ale zdradzę, że są bardzo popularne, jednak robiłam je pierwszy raz i z pierwszym kęsem stały się moimi ulubionymi.
Chyba, że zgadniecie, o jakich mówię :)

poniedziałek, 22 lipca 2013

Crepes Day!


Naleśniki ze szpinakiem i fetą, podane z serkiem wiejskim i olejem lnianym.
Crepes with spinach and feta cheese, served with cottage cheese and flax oil.

Wróciłam wypoczęta (dobra, kłamię... po imprezie i 7-godzinnej podróży jestem średnio wypoczęta), wybawiona, szczęśliwa i na pewno nie głodna (wesele na 40 osób, a jedzenia na co najmniej dwukrotnie więcej, ale czy jest w tym coś dziwnego? ;)), jednak naleśników nie odmówię... Szczególnie w dniu akcji "Cała Polska smaży naleśniki!".

Gdyby był wczoraj, to byłoby słabo... chociaż na śniadanie na szwedzkim stole naleśniki miałam, to jednak raz, że nieusmażone przeze mnie, a dwa... że to jednak był poranek po weselu ;)

Usmażyliście już dzisiaj naleśniki czy będą dopiero później? Jakie? :)

PS Zdjęcia będą! :)

czwartek, 11 lipca 2013

~


Tosty francuskie z jajkiem gotowanym, pomidorkami koktajlowymi i bazylią.
French toasts with boiled egg, cherry tomatoes and basil.

Przypomniałam sobie o tostach francuskich i teraz pewnie będę jeść je codziennie... No cóż, wytrzymacie ;)

Wczoraj przez większość dnia miałam pod ręką aparat, więc czas na kolejny jadłospis do kolekcji ^^

1. Kilka orzechów włoskich (brak zdjęcia), żytnie tosty francuskie z serkiem wiejskim, mrożoną gruszką i suszoną figą, kawa z mlekiem.

2. Kawałek udka z kurczaka (brak zdjęcia), pierogi z twarogiem i kaszą gryczaną, grillowana pierś z indyka, szpinak i pomidory.

trening: 
- 10 min biegu (rozgrzewka)
- 55 min treningu siłowego FBW + rozciąganie

3. Ziemniaki gotowane, grillowana pierś z indyka, szpinak z ricottą (1/3 opakowania).

4. Shake proteinowy na mleku z jabłkiem, cynamonem i kakao.

5. Smażony filet z dorsza, pomidory z garścią orzechów włoskich.

Dodatkowo warzywa w ciągu dnia: pomidory, marchewki, ogórki małosolne.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

iiii, jak być może widać na zdjęciu, shake pity w burżujskim kubku à la Starbucks ;) a konkretniej w restauracji Shakewave, do której spontanicznie wybrałyśmy się jako grupa czterech bloggerek :). Ja byłam świeżakiem, Roksana gości teraz u siebie Anitę, Dorota też poznała już kilka wro-bloggerek, w tym Roksanę, ja za to spotkałam się z nimi wszystkimi oraz każdą z osobna po raz pierwszy.

Dziękuję dziewczyny za przesympatycznie spędzone popołudnie, pretekst do odwiedzenia po raz pierwszy dwóch fajnych miejsc (szejkownia to raz, tego drugiego nie wspomnę... wystarczy, że Wy się śmiałyście ;)) i, mam nadzieję, do szybkiego zobaczenia! :)







piątek, 5 lipca 2013

~



Omlet owsiany z jogurtem greckim, arbuzem, migdałami, suszonymi borówkami* i cynamonem.
Oat omelet with greek yogurt, watermelon, almonds, dried blueberries and cinnamon.

*Borówki od Justyny :***

Z powodu wielu próśb w komentarzach o jadłospisy, tworzę nową etykietę - treningowe menu.
Szukajcie po prawej między etykietami pt. "nie-śniadaniowo" :)

Dziś pierwsze z nich, wczorajsze:

1.  Łyżka masła kokosowego (przed - brak zdjęcia ;)), placki cukiniowe z pastą jajeczną i pomidorem.

2. Placek cukiniowy ze śniadania z masłem kokosowym, kilka łyków maślanki.

3. 3 futomaki z łososiem, awokado i serkiem philadelphia, gałka lodów kawowych słodzonych stewią (w wafelku).

4. Grillowana pierś z indyka, kasza jęczmienna ze szpinakiem i olejem lnianym.

trening: 
- 2 km na ergometrze
- 1,5 km biegu na trening
- 20 min treningu cross-fit + brzuch
- 1,5 km biegu z powrotem
- 45 minut stretchingu grupowego
(stretching wyjątkowo długi, bo na zajęciach - całkiem fajnie prowadzone :))

5. Grillowana pierś z indyka ze szpinakiem, ricottą i białym ryżem.

6. Twaróg z pomidorem, ogórkiem małosolnym, olejem lnianym i ziołami.

Dodatkowo warzywa w ciągu dnia: pomidory, babcine ogórki małosolne, marchewki.

środa, 3 lipca 2013

~


Budyniowe naleśniki z kremowym serkiem, arbuzem, migdałami i cynamonem.
Pudding crepes with quark, watermelon, almonds and cinnamon.

Lubicie budyniowe? Ja jadłam raz i to bardzo dawno - wczoraj odkopałam ten przepis i doszłam do wniosku, że... przepis zilustrowałam kiepskimi zdjęciami, czas więc na podmienienie ich na nowe, a to doskonały powód, by zjeść takie na śniadanie :)
Leniwe, bo w końcu nastał ten wymarzony dłuuuuugi okres leniwych śniadań 

Przepis tutaj :)

poniedziałek, 1 lipca 2013

~


Bananowe tosty francuskie z serkiem wiejskim i cynamonem; gotowane jabłko z syropem klonowym.
Banana french toasts with cottage cheese and cinnamon; boiled apple with maple syrup.

Pamiętacie domowe masło kokosowe? Zapraszam dziś po południu na Emma Gotuje, dodam na pewno :)

iiii... jeśli macie więcej pomysłów na dania z tofu, to będę wdzięczna!

niedziela, 30 czerwca 2013

~



Dyniowe pancakes z jogurtem greckim, tofu, truskawkami i poziomkami.
Pumpkin pancakes with greek yogurt, tofu, strawberries and wild strawberries.

Kolejny raz własne, działkowe poziomki! 

Pokochałam tofu, niebawem dostanę od taty kolejne i chyba wykorzystam je na coś bardziej tradycyjnego... Macie jakieś ulubione przepisy z nim w roli głównej lub epizodycznej? ;)
Nie mam zielonego pojęcia, za co brać się na początku i czego nie powinnam przy tym ominąć :)

środa, 26 czerwca 2013

Wrocław Half Marathon



Jabłkowe cynamonowe pancakes* z serkiem kremowym i masłem kokosowym.
Apple cinnamon pancakes* with cream cheese and coconut butter.

*Jeden klasyczny, jeden czekoladowy.

Śniadanie zjedzone w towarzystwie kolekcji słoników od znajomego, przywiezionych prosto z Turcji :)
Dodając do nich zeszłorocznego słonia z Egiptu (od tego samego kolegi), mam już małe stadko ^^

Obiecałam na dziś relację z I Wrocławskiego PseudoPółmaratonu vel I Nocnego Wrocławskiego Nielegalnego Półmaratonu.

Na bieg, jak już wiecie, przyjechała do mnie Sylwia, Ala oraz Siaśka - i z nimi przez cały dzień przeżywałam stres pt.: "Ogarniasz, że dzisiaj biegniemy półmaraton?". Odpowiedź zawsze była jedna: "Nie".
Jakoś przetrwałyśmy do wieczora i ok. 18 przyszedł czas na szykowanie...

Przede wszystkim zrobiłyśmy jedzenie przeznaczone do zjedzenia po biegu. Padło na mój klasyczny makaron, który często podmieniam na kaszę czy ryż, a przepis jest już tutaj.



Potem ostatnia przekąska przed biegiem, ubieranie się ("No doradź mi, lepiej w tej fioletowej czy technicznej?!"), przypięcie numerków i ruszamy na start.
Na stadion wybrałyśmy się z kolegą Ali - Tomkiem. Początkowo miał nam tylko kibicować, a jak wyszło... To za chwilę ;)
Start biegu zaplanowany był na godzinę 20, o 20.20 wyszła jednak informacja, że został przesunięty na 21 (jakoby z powodu jakiegoś wypadku). O 21 przesunięto na 21.30, a o 21.30 półmaraton został... odwołany. W tym momencie znany był już prawdziwy powód: policja miała zastrzeżenia do oznakowania i zabezpieczenia trasy. Nie brzmi to zbyt poważnie, ale np.: na jednym z najbardziej ruchliwych skrzyżowań w mieście postawiono 5 pachołków, które zostały natychmiast rozjechane przez samochody.
Po tej radosnej informacji organizator został wygwizdany, zawodowcy (którzy przecież przyjechali po kasę i puchary) się wycofali, a cała reszta, czyli kilkutysięczny tłum - ruszył w długą.


Tak, Tomek ruszył z nami ;). Jak się przyjrzycie, to zobaczycie, że na nogach ma sandały.
Początkowo ruszyliśmy trasą półmaratonu, jednak pierwszy odłączyli się na 2. kilometrze, następne grupki po nawrotce na około 7., potem kolejne na kolejnych i tak część przebiegła półmaraton, część mniej, efekt był jednak jeden - rozbiegliśmy się po całym Wrocławiu, tworząc niemały chaos.




Jednak sam fakt odwołania nie był najgorszy. Ogromnym chamstwem ze strony organizatorów było... zarządzenie, że trzeba usunąć wszystkie punkty odżywcze.
Halo, czy on nie zauważył, że prawie 4 tys. ludzi jednak biegnie? Może będziemy chcieli się napić?
Wolontariusze przy punktach nie chcieli oddać wody, izotoników i bananów, jedna kobieta długo obstawiała przy swoim, jednak przez upartość organizatorów zdecydowała, że... rozrzuci wszystko po ulicy. I rozrzuciła. I uratowała wiele osób.


To, co się tam działo, było naprawdę niesamowite. Ludzie biegli dla samej idei biegania, stojący na chodnikach przybijali piątki (nawet policjanci pilnujący bezpieczeństwa - dodam, że spisali się w tym znakomicie), obcy ludzie częstowali np.: krówkami, oddawali swoje wody, izotoniki i butelki z mineralną krążyły między biegaczami, każdy sobie pomagał. Coś pięknego.

Na trasie musieliśmy kilka razy zwolnić ze względu na niedawną kontuzję i Sylwii, i moją, i Ali - niemniej jednak nie biegliśmy przecież dla czasu. Na metę dotarliśmy po 2 h 33 min (niestety na zdjęciu nie ma Sylwii, bo przez nogę musiała biec prosto na metę - ja zaciągnęłam resztą na jeszcze małą pętelkę, aby dobić do minimum 21.097 m, bo, jak się okazało, w pewnym momencie skróciliśmy przez przypadek trasę i mogłoby zabraknąć paru metrów).


Wcale nie wyglądam, jakbym miała się popłakać ;)

Na miejscu czekali na nas moi rodzice, rodzice Ali oraz tato Tomka (tak, Tomek dobiegł w sandałach, chociaż nigdy w życiu nie biegał... dobry początek, nie?), którzy robili mnóstwo zdjęć oraz ratowali wodą i bananami.
Dostaliśmy pamiątkowe medale, choć potem okazało się, że po ogłoszeniu odwołania zawodów, ludzie brali je garściami (jeden facet wziął 5 na przykład).
Z ciekawości podeszłam do organizatora z pytaniem, co stało się ze statuetkami. Odpowiedział: "A, statuetek to już dawno nie ma! Stały na scenie i po odwołaniu półmaratonu ludzie od razu je pozabierali".
Aha. Okej.
Mam pytanie tylko... na co np.: jakiemuś 20-letniemu mężczyźnie statuetka za wygranie kategorii K-50? Albo takiej mnie za bycie najstarszym biegaczem w tym Półmaratonie?




Podsumowując: Wolałabym, aby mój pierwszy półmaraton był bardziej... legalny ;) ale takiej atmosfery nie da się powtórzyć. Niech żałują ci, którzy zrezygnowali z biegu :)

A na koniec - stretching :D


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...