sobota, 15 czerwca 2013
~
Zapiekane naleśniki ze szpinakiem, podane z serkiem wiejskim i orzechami włoskimi.
Oven-baked crepes with spinach, served with cottage cheese and walnuts.
Burżujskie śniadanie po małej przerwie od bloga.Ostatnie dni szkoły, ostatnie naciąganie ocen, rano ciągle jajecznica z grzankami żytnimi (smarowanymi na zmianę awokado lub ricottą), więc w sobotę czas na coś bardziej czasochłonnego, leniwego, pysznego.
A z okazji słońca, które zaczęło mi uderzać do głowy, kupiłam jaskrawe bikini w kolorze jasnego różu.
Blondynka w różowym bikini. Celowo ;)
środa, 12 czerwca 2013
~
Omlet owsiany z truskawkami, jogurtem greckim i orzechami włoskimi.
Oat omelet with strawberries (smashed with plain yogurt), greek yogurt and walnuts.
wtorek, 11 czerwca 2013
~
Tosty żytnie z ricottą i jajkami na miękko; koktajl z awokado, jabłka i truskawek.
Rye toasts with ricotta and soft-boiled eggs; avocado-apple-strawberry smoothie.
W końcu z Częstochowy przyszedł mój prezent na Dzień Dziecka, bo w okolicy nigdzie nie było mojego rozmiaru. Wybaczcie, ale ze względu na tematykę bloga - nie mogę się powstrzymać i nie pochwalić ;).
Dziękuję Mamuś! ♥
niedziela, 9 czerwca 2013
~
Owsianka z serkiem wiejskim, truskawkami, orzechami włoskimi i czekoladą.
Porridge with cottage cheese, strawberries, walnuts and chocolate.
Fotki są autorstwa mojej koleżanki z klasy - Moniki Bigos, dziękuję! :)
Zarzuciłabym linkiem do jej fanpage'a na Facebooku, ale niestety nie ma. A szkoda, bo zdjęcia moim zdaniem są rewelacyjne i taki fanpage zdecydowanie powinien istnieć. Podam więc chociaż link do jej konta na Google+ :)
Przyznam, że byłam 2 razy w tego typu parkach rozrywki, ale nigdy nie odważyłam się na wejście na żadną większą i bardziej "szaloną" kolejkę. Tu, spacerując po Heide-Parku z 5 odważnymi koleżankami... no, nie było wyboru.
Na pierwszy ogień poszedł Krake, bo wydawał się najmniejszy, najbardziej lajtowy. Był najmniejszy, to fakt, bo zajmował najmniej powierzchni, ale tylko dlatego, że miał spadki pod kątem 90 stopni...
| Krake |
Przyszedł więc czas na inne atrakcje, nie wszystkie zostały sfotografowane, ale wszystkie były rewelacyjne.
Mówię tu m.in. o bardzo pokręconych kolejkach Limit oraz Big Loop (ta biała - zdjęcia poniżej), kolejce dla dzieci, która jechała na zasadzie zjeżdżalni, tzn. nie była niczym przymocowana do toru, w wagonikach siedziało się praktycznie bez asekuracji i można było w dwie osoby. Jakim zaskoczeniem było to, że kolejka ta (Bobbahn) rozwijała prędkość do 70 km/h ;).
| Limit z daleka |
W międzyczasie można było zjeść coś "lekkiego"...
...by zaraz potem udać się np.: na najszybszą kolejkę w Heide-Parku, która przy starcie w 0.2 sek rozwija prędkość 100 km/h z groszem i również nie należy do tych o najprostszym torze jazdy... Ja wolałam jednak nie ryzykować, ale śmiałków nie brakowało ;)
Niedługo potem naprawili Collossosa, więc szybko tam poszłyśmy. Wydaje mi się, że to jedna z najstarszych kolejek, bo po pierwsze - zbudowana jest z drewna, a po drugie - wagoniki mają słabe zabezpieczenie na kark. Ja głowę trzymałam prosto, ale kumpela podczas jednego z największych spadków ze stoickim spokojem oznajmiła mi, iż "oj, kark mi strzelił".
Potem nie mogła obracać głową do następnego ranka...
| Collosos |
Prawie na koniec zostawiłyśmy Scream, do którego nie mogłam się przekonać. Najpierw poszły dwie znajome, po spadku nie zeszły... bo okazało się, że zostały na drugi raz. Zachęcone na kolejną turę poszłyśmy wszystkie i również spadałyśmy dwukrotnie ;).
Na zdjęciu poniżej widać słup, po którym wjeżdża się do góry i ogląda panoramę miasta, bez żadnych niespodziewanych spadków, jednak Scream ma dokładnie tę samą wysokość, tylko siedzi się przypiętym w fotelu, wjeżdza 75 metrów w górę, a następnie spada z prędkością 100 km/h w 2 sekundy. Ale z daleka wygląda tak samo, jak przedstawiona poniżej Panorama-Turm (widzicie w tle kawałek Collossosa?).
Na sam koniec wybrałyśmy lajtowy Wildwasserbahn ze względu na pogodę. A potem szybko do autokaru i w 10-godzinną podroż do Wrocławia...
Subskrybuj:
Posty (Atom)













