sobota, 15 września 2012
~
Kokosowo-malinowe pancakes z twarożkiem i (dodanym później) syropem klonowym.
Coconut-raspberry pancakes with cottage cheese and (added later) maple syrup.
Wczoraj wieczorem zauważyłam, że w czwartek, zamiast opublikować post z jadłospisem, dodałam go do roboczych. Zapraszam więc na my set :).
czwartek, 13 września 2012
~
Owsianka z serkiem wiejskim, babcinym dżemem jabłkowym, masłem orzechowym oraz mrożonymi: malinami i porzeczkami.
Porridge with cottage cheese, my grandma's apple jam, peanut butter and frozen: raspberries and currants.
Pisałam tutaj, że we wtorek idę do lekarza sportowego z kostką... no, prawie się nie pomyliłam, bo u lekarza byłam wczoraj i na wczoraj miałam termin od początku ;). Poszłam do niego z wielką nadzieją, bo przecież jak lekarz sportowy, to nie dość, że zna się na rzeczy, to na pewno zrozumie, jak bardzo zależy mi na progresie i że nie chcę mieć półrocznej przerwy w treningach.
Zaczęło się ciekawie, bo kolejka do jego gabinetu była 7-osobowa, a lekarz jakiś czas wcześniej wyszedł i nie wrócił. Nie wracał długo, mama pytała na recepcji o co chodzi, ale tam powiedzieli jej, że lekarz jest w gabinecie... Gabinet był otwarty, a w gabinecie pusto, więc czekaliśmy i czekaliśmy...
W końcu się zjawił. Udało nam się wejść przed innymi, którzy szli "na kontrolę" i dowiedziałam się, że ponieważ chodzić mogę i noga nie jest spuchnięta, to zapewne jest to uraz tkanki miękkiej, jednak skierowanie da mi na rentgen (który przecież wykrywa urazy tkanki twardej, od miękkiej jest usg).
Na pytanie, czemu nie da od razu skierowania na usg, skoro chodzić mogę, a kiedy rentgen niczego nie wykryje (a nie wykryje na pewno), to na następnej wizycie, która odbędzie się za miesiąc, dostanę skierowanie na usg, a kolejna wizyta będzie znowu po miesiącu (i tak w nieskończoność... albo przynajmniej do wiosny) lekarz odpowiedział, że najpierw należy sprawdzić, czy nie ma urazu tkanki kostnej... Jakby to, że chodzę już praktycznie bez problemu, nie było wystarczającym dowodem na to, że z kośćmi jest wszystko w jak najlepszym porządku.
Gdy poprosiłam o zwolnienie z wf-u, a konkretne pytanie brzmiało: "kto mi może wypisać zwolnienie?", lekarz powiedział "mama". W tym momencie mama pękła ze śmiechu i powiedziała, że chyba pan żartuje... Suma sumarum dostałam zwolnienie na miesiąc, choć termin został także rzucony ot tak, przez mamę.
Cóż za kompetencja.
środa, 12 września 2012
~
Biszkoptowe omlety z babcinym dżemem jabłkowym i mrożonymi porzeczkami; kawa.
Sponge omelettes with my grandma's apple jam and frozen currants; coffee.
Na zdjęciach widoczna jest książka, którą dopiero co skończyłam i która jest właściwie pierwszą o tematyce stricte afrykańskiej.
A ściślej, książka skupia się wokół dwóch państw Afryki Środkowej - Kenii i Ugandy; w każdym z nich mieszka rodzina, jednak obydwie pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Ale żeby nie było tak tajemniczo, to powiem coś więcej ;).
Akcja toczy się podczas drugiej wojny światowej; w Kenii wraz ze swoją matką i ciotką mieszka 8-letni Kip Balmain, który próbuje zrozumieć mściwość tej pierwszej wobec siebie i ojca, którego, de facto, nigdy nie widział. Za wszelką cenę próbuje odkryć zagadkę kryjącą się za kamienną twarzą matki.
W Ugandzie z kolei mieszka Rose Nasonga, młodsza od Kipa dziewczynka, której sielankowe dzieciństwo na wsi niszczy koszmar wojny. Dzięki swojej urodzie ucieka w świat mody, jednak ta droga również okazuje się niewłaściwa i destrukcyjna dla niej.
Powieść początkowo toczy się bardzo szybko i często między jednym a drugim rozdziałem jest przepaść na skalę 3-4 lat, jednak mniej więcej w połowie książki akcja się znacznie spowalnia i wszystko idzie po kolei; bohaterowie są dorośli, więc doszliśmy do meritum.
Pewnego dnia drogi Kipa i Rose się krzyżują i okazuje się, że ci dwoje, pochodzący z różnych kontynentów (Kip jest Austalijczykiem, Rose pochodzi z Ugandy), a później zamieszkujących sąsiednie państwa Afryki Środkowej, mają ze sobą coś wspólnego.
Książka wnosi trochę humoru, wiele wzruszeń, dużo akcji i częsty jej zwrot. Jej autora, Franka Coatesa, nie znałam do tej pory, ale po przeczytaniu noty biograficznej (w latach 80. został zatrudniony w Nairobi jako ekspert ONZ i przez 4 lata podróżowach po wschodnich i południowych obszarach Afryki, która zafascynowała go historią i kulturą) podejrzewałam, że książka powinna być dobra.
Była, nawet bardzo, bo przekroczyła moje oczekiwania :).
poniedziałek, 10 września 2012
~
Makaron z masłem orzechowym, mrożonymi malinami i cynamonem.
Pasta with peanut butter, frozen raspberries and cinnamon.
Zdążyłam ugotować rano makaron, słońce zaświeciło przez okno i poczułam się prawie jak w wakacje... Gdyby tylko te mrożone maliny i cynamon nie pachniały jesienią i zimą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









